„Szczęśliwą jest rzeczą w życiu być kochanym. Ale ja dokładam, że kochać jest już szczęściem, może nawet pierwsze przewyższającem”[1].
„Malwina, czyli domyślność serca” to powieść z 1812 roku. Jej autorką jest księżna Maria Anna z Czartoryskich Wirtemberska, arystokratka, pisarka, poetka i filantropka epoki preromantyzmu. Wydana w roku 1816, „Malwina” określana jest mianem pierwszej polskiej powieści psychologicznej.
Tytułowa bohaterka jest dwudziestoletnią kobietą wielkiej urody i równie wielkiego serca. Osierocona przez rodziców, mieszka na wsi z ciotką i młodszą siostrą, Wandą. Pewnego wieczoru, gdy dziewczęta zabawiają się grą na fortepianie i śpiewem, przez okolicę przetacza się potężna burza. Wkrótce potem okazuje się, że piorun uderzył w stodołę pewnej wieśniaczki i że stodoła zajęła się ogniem, „a wiatr duży i bliskość chałup większego jeszcze każą obawiać się pożaru” (s. 10). Malwina, której wrodzona dobroć każe pomagać wszystkim cierpiącym, ma szczególne powody do zmartwienia: wieśniaczka, której stodoła ucierpiała, wykarmiła ją własnym mlekiem i kochała jak córkę. Wielkoduszna dziewczyna biegnie więc na miejsce zdarzenia, a potem rzuca się pomiędzy kłęby dymu, żeby ratować wnuczkę wieśniaczki. I pewnie zginęłaby w płomieniach, gdyby tajemniczy młodzian, który szczęśliwym trafem akurat jest w pobliżu, nie pospieszył jej z odsieczą.
Dowiedziawszy się, że przy jej ratowaniu Ludomir (tak młodzian ma na imię) zranił się w rękę, Malwina zaprasza go do domu ciotki. Bohater spędza tam kilka tygodni. W tym czasie zakochuje się w Malwinie i zdobywa jej wzajemność. Pewnego dnia wyjawia jej swoje uczucia, aby zaraz potem… zniknąć. Zrozpaczona Malwina podupada na zdrowiu. W końcu za radą krewnych wyrusza do Warszawy, gdzie spodziewa się znaleźć pomoc „w poniewolnych roztargnieniach” (s. 40). W stolicy jej drogi powtórnie krzyżują się z drogami Ludomira, ale Malwina ku swojemu zdumieniu odkrywa, że jej uczucia uległy zmianie: ten, którego tak żarliwie kochała na wsi, w wielkim świecie bynajmniej nie budzi w niej miłości…
Czyżby tytułowa bohaterka była niestała i płocha? A może u źródeł tej nieoczekiwanej odmiany kryje się coś zgoła innego? Aby poznać odpowiedź na te pytania, czytelnik musi uzbroić się w cierpliwość i doczytać powieść do końca.
Malwina to intrygująca postać, która wiele nam mówi o samej Marii Wirtemberskiej. Zanim w wieku dwudziestu lat poznała Ludomira, zdążyła już zostać sierotą i owdowieć. Jako zaledwie czternastolatka poślubiła człowieka, którego wybrali dla niej rodzice, choć czuła do niego odrazę, a nawet wstręt. Krótko po ślubie mąż wywiózł ją do odludnego zamku „w głąb najdalszej prowincji” i tam zatruwał jej młodość „dzikością charakteru, zazdrością bez powodów i ustawicznemi popędliwymi wyrzutami” (s. 17). Wreszcie po dwóch latach „uprzykrzył sobie żonę męczyć niedzielonym kochaniem” i odtąd pędził życie na polowaniach i pijaństwie. Pozostawiona samej sobie, Malwina spędzała czas na lekturze i samotnych wędrówkach. Zajęła się również dobroczynnością, niosąc okolicznym mieszkańcom „pocieszenie, dobry byt i zdrowie”. I nim jej mąż zginął w pogoni za zwierzyną, zyskała sobie „błogosławieństwo starych, dzięki młodych, uśmiech dzieci” (s. 19).
Autorka „Malwiny” także wcześnie wyszła za mąż i też nie znalazła szczęścia w małżeństwie. Jednak w odróżnieniu od swojej bohaterki nie została wdową – osiem lat po ślubie wystąpiła o rozwód i przeprowadziła się do Warszawy. Wobec niefortunnych kolei życiowych Wirtemberskiej szczególnej wymowy nabierają wynurzenia narratorki, która w pewnym momencie wyznaje: „Radość, uniesienia szaleństwa (…), które na te słowa całkiem zajęły serce Ludomira, nie przedsięwezmę określać, gdyż tego bym nigdy nie wydołała. Świadoma przez doświadczenie bolesnych uczuć, łatwiej by mi było je opisać; ale radość i szczęście nadto mało mi są znajome, ażebym dokładnie wydać je mogła” (s. 162).
Łatwo mi sobie wyobrazić, o co współczesny czytelnik mógłby oskarżyć tę powieść. Że język mocno trąci myszką, że Wirtemberska nazbyt skwapliwie sięga po zdumiewające zbiegi okoliczności, że wypowiedzi i zachowania bohaterów są egzaltowane, a cała intryga – udziwniona do granic nieprawdopodobieństwa.
W istocie, język jest mocno archaiczny, i to nie tylko pod względem składni, lecz także w zakresie słownictwa.
„W takim stanie były rzeczy, gdy dnia jednego księżna W*** sam wybór społeczeństwa zaprosiła do siebie na wieczór” (s. 58) – tak Wirtemberska opisuje na przykład okoliczności jednego z przyjęć. A po chwili dodaje: „Po herbacie starościc siadł do klawikortu i gdy walca tylko napomknął, hurmem się ruszyli, stoły, stołki poodsuwali i nieznacznie każdy się przysuwał do tej, do której miłość, próżność, wabność i tysiąc innych skrytych sprężyn społeczeństwa go ciągnęły” (s. 59).
Argumenty dotyczące nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności i udziwnienia akcji byłyby równie zasadne. W powieści niczego nie brakuje: są bale, wykwintne spotkania w warszawskich salonach, krwawe bitwy, podczas których trup ściele się gęsto, zaginione dzieci, groźne pożary, a nawet… turnieje rycerskie! Zanim jednak uczyni się z tego bogactwa zarzut, należy sobie przypomnieć, że w czasie, gdy ukazywała się „Malwina” (a więc w epoce preromantyzmu), odbiorcy nie szukali w powieściach ani prawdopodobieństwa, ani tym bardziej odbicia codziennego życia. To, co dzisiaj nas śmieszy (albo nawet razi), we właściwym kontekście stanie się w pełni zrozumiałe i naturalne. Wystarczy przyłożyć do tego właściwą miarę…
Czytając „Malwinę”, wyczuwa się, jak bardzo zestarzała się ta powieść. Warto jednak docenić narracyjną biegłość autorki, jej pomysłowość i umiejętność zaskakiwania czytelnika. Na uwagę zasługuje także subtelny, niepozbawiony niuansów i pogłębiony portret psychologiczny tytułowej bohaterki.
„Nie ma ona innej zalety nad tę, że w ojczystym języku pierwszym jest w tym rodzaju romansem” (s. 5) – tak księżna Maria Wirtemberska pisze o swojej książce w adresowanej do brata przedmowie. Nie do końca jest to prawdą: „Malwina” ma również inne zalety i naprawdę szkoda, że jeśli nie liczyć kręgów polonistycznych, mało kto ją dzisiaj zna.
Polecam tę powieść miłośnikom starszej literatury i tropicielom książkowych ciekawostek.
Universitas
Kraków 2002
8/10

Komentarze
Prześlij komentarz