„Otóż uważasz, była sobie raz jedna taka Aszantka, która mieszkała nad Wisłą i chodziła do magazynu. Co dzień raniutko musiała się zrywać z łóżka i pędzić na drugi koniec miasta po deszczu, po błocie, po śniegu, a potem szyć, szyć, szyć… Aż ją od tego szycia głowa bolała”[1].
Włodzimierz Perzyński to młodopolski pisarz, nowelista, poeta i dramaturg, o którym swego czasu było głośno, ale który dzisiaj popada już w zapomnienie. W swoich utworach przypuszczał ostrą krytykę na zakłamanie mieszczaństwa, jego podwójne standardy moralne oraz czołobitność wobec bogaczy. Z tego powodu – a także wskutek wydatnych skłonności do naturalizmu – zestawiano go często z Gabrielą Zapolską. Kariera Perzyńskiego jako dramaturga rozpoczęła się w 1904 roku utworem „Lekkomyślna siostra”. Dwa lata później, w roku 1906, powstała komedia w trzech aktach pt. „Aszantka”.
„Słownik języka polskiego” definiuje Aszantów jako „afrykański lud zamieszkujący Togo, centralne rejony Ghany oraz przyległe obszary Wybrzeża Kości Słoniowej”. Aszantka to żeńska przedstawicielka tegoż ludu – może odrobinę dzika, na pewno dorodna. „Biali panowie” – jak dowiadujemy się z ust jednego z bohaterów komedii – przychodzili niegdyś po Aszantki i brali je do niewoli.
„Biały pan” Perzyńskiego to w rzeczywistości Edmund Łoński. Edmund jest młodym ziemianinem. Posiada na wsi majątek, którym wypadałoby się zająć, on jednak upodobał sobie życie w stolicy. Stołeczne rozrywki pochłaniają go do tego stopnia, że rzadko wstaje z łóżka przed zmrokiem: „Muszę przecież, u diabła, choć pół godziny na dobę oglądać świat przy dziennym blasku”, mówi w pierwszej scenie dramatu. Wizja powrotu na wieś wydaje mu się odpychająca, choć wuj, który przybywa do Warszawy z interesami, próbuje przekabacić go i ściągnąć w rodzinne strony – bo przecież „siedzenie w Warszawie strasznie pieniążki zjada”, a „rządcować u kogoś, albo się obijać po bruku, to wcale nierozkoszne” (s. 15).
Przeciwwagę dla rozsądnego i pragmatycznego wuja stanowi znajomy Edmunda, baron Kręcki. To on wyszukuje dla przyjaciela „coraz to nowe źródła subtelnej rozrywki” i – w zamian za niewielką pożyczkę od czasu do czasu – uczy młode pokolenie, „jak się należy bawić” (s. 10). On też pewnego zimowego dnia przyprowadza do Edmunda tytułową Aszantkę. Jest to osiemnastoletnia Władka. Władka jest córką stróża i nie opływa w dostatki: marznie, biegając po mieście, bo nie stać jej na nowe kalosze, a w pończosze ma dziurę. Jest prymitywna, nieokrzesana i nie grzeszy nadmiarem urody, Kręcki zapewnia jednak przyjaciela, „że nie ma tak brzydkiej kobiety, która by nie posiadała jakiegoś pięknego szczegółu”, a „prawdziwi znawcy wyszukują właśnie tych szczegółów” (s. 13).
W istocie, Łoński pozostaje pod wrażeniem Władki i postanawia uczynić z niej swoją utrzymankę. Zamiast wrócić na wieś, jak radził mu wuj, zabiera dziewczynę w podróż po Europie. Nie ma jednak szczęśliwego zakończenia: role odwracają się i to, co w pierwszej chwili można by uznać za (ponury) zaczątek klasycznej historii miłosnej, szybko przeradza się w historię moralnego upadku i zepsucia.
„Aszantka” to niezwykły utwór. Perzyński nie grzeszył brakiem odwagi, kiedy sto dwadzieścia lat temu (!) publikował komedię, której akcja w całości toczy się w półświatku. Strony dramatu zaludniają nie tylko darmozjady i wałkonie pokroju barona Kręckiego (z pierwszego aktu), lecz także wyrachowani, deprawujący młode dziewczyny stręczyciele, nurzający się w rozpuście bogacze i pozbawione skrupułów prostytutki. Autor z wyczuciem i wielką wprawą kreśli wyraziste portrety postaci. Część z nich budzi antypatię czy wręcz obrzydzenie, inne wywołują raczej współczucie, ale wobec żadnej nie sposób przejść obojętnie.
Opisany przez Włodzimierza Perzyńskiego świat jest światem moralnego ubóstwa, pozornego blichtru i wątpliwych „karier”. W tym świecie niefrasobliwy młody człowiek z tak zwanego dobrego domu łatwo może się stoczyć i zostać moralnym bankrutem. Perzyński wywleka na światło dzienne wstydliwe zakamarki ludzkiej duszy i poddaje je analizie. Nie jest przy tym łaskawy: nie pozostawia czytelnikowi nadziei. Chłoszcze go obrazami zepsucia, upodlenia, upadku... i nawet majaczące tu i ówdzie jaśniejsze punkty – przebłyski uczciwego życia na wsi, miłość małżeńska – nie są w stanie uczynić całości mniej surową i przytłaczającą.
Dramat daje do myślenia, bo chociaż na przestrzeni stu dwudziestu lat, jakie upłynęły od jego opublikowania, rzeczywistość znacząco się zmieniła, to pewne przedstawione przez Perzyńskiego postawy, zachowania i typy ludzkie mają charakter uniwersalny.
„Aszantka” to klasyka – owszem, mniej znana, ale na pewno godna uwagi.
Polecam!
Universitas
Kraków 2002
7/10

Komentarze
Prześlij komentarz