„Nie ma człowieka, który mógłby żyć bez ratującej go od codzienności fikcji, bez marzenia”[1].
Irena Krzywicka była polską pisarką pochodzenia żydowskiego, publicystką i tłumaczką. Przez lata związana z Tadeuszem Boyem-Żeleńskim, zasłynęła jako propagatorka świadomego macierzyństwa i edukacji seksualnej. Jej autobiografia, zatytułowana „Wyznania gorszycielki”, ukazała się w 1992 roku. Niemal pięć dekad wcześniej, bo w połowie XX wieku, powstał natomiast cykl powieściowy pod tytułem „Skuci i wolni”. Cykl składa się z trzech powieści. Są to: „Rodzina Martenów” (1947), „Bunt Kamila Martena” (1948) oraz „Siew przyszłości” (1953).
Bohaterem tego – jakże obszernego – dzieła jest rodzina Martenów: Konstancja i Cyprian Martenowie, a także czwórka ich dzieci: Gucio, Kamil, Hesia i Anka.
Jest rok 1885. Martenowie nie opływają w dostatki. Gnieżdżą się w dość obskurnym mieszkaniu w Warszawie, ciemnym i niedostatecznie ogrzanym, i muszą liczyć się niemal z każdym groszem. Cyprian Marten nie ma głowy do interesów. W młodości marzył o karierze naukowca i po ukończeniu gimnazjum pojechał na kurs techniczny do Grenoble, ale gdy jego ojciec niespodziewanie umarł, musiał powrócić do kraju i zająć się zarządzaniem drukarnią, która przypadła mu w spadku. Prowadzenie interesów idzie mu dość opornie: Cyprian ma dobre serce, ale jest człowiekiem biernym, skłonnym uciekać przed problemami w sferę romantycznych rojeń. Nie czerpie zadowolenia z pracy – wręcz odwrotnie: ma poczucie, że nadawałby się do czegoś większego – i choć dobrze zna pozytywistyczne hasła o dźwiganiu kraju z ekonomicznego kryzysu, nie potrafi się wzbogacić. Nie potrafi również przeciwstawić się żonie.
Konstancja jest przeciwieństwem Cypriana: prowadzi dom twardą ręką, czuwa nad skąpym budżetem i tyranizuje najbliższych wybuchami gniewu. To typowa mieszczka: prosta i z natury praktyczna, nie ma żadnych wyższych aspiracji, a jej dbałość o utrzymywanie pozorów urasta niekiedy do groteskowych rozmiarów. Filarem jej mieszczańskiego prestiżu jest salon; Konstancja uważa, że to właśnie posiadanie salonu czyni z niej damę.
Najstarszy syn Martenów, Gustaw, jest oczkiem w głowie matki. Ojciec pragnie, aby pracował razem z nim w drukarni (a w przyszłości może wniósł do interesu posag żony), ale Gucio ma inne plany. Lubi karty, kawalerskie pijatyki, „niewybredne dziewczynki” (matka z dumą nazywa go „birbantem”) i jakkolwiek zdobył „nikłą posadkę” w banku, snuje marzenia o szybkim dorobieniu się majątku.
Kamil nie podziela tych aspiracji. Uczy się w gimnazjum, a głowę ma nabitą ideałami. Czyta nielegalną literaturę, roznosi „bibułę” i sympatyzuje z ruchem socjalistycznym.
Hesia i Anka żyją w ustawicznym strachu: boją się matki, jej porywczego charakteru i skłonności do robienia scen. Praktyczna Hesia chciałaby dobrze wyjść za mąż i wyrwać się z domu. Jej młodsza siostra woli uciekać w świat literatury i romantycznych mrzonek.
Wokół perypetii Martenów oraz ludzi z ich kręgu kręci się akcja wszystkich trzech powieści, jednak o ile w pierwszej części Krzywicka skupia się przede wszystkim na Konstancji i Cyprianie, o tyle w dwóch kolejnych rodzice usuwają się w cień, a na pierwszy plan wychodzą dzieci.
Krzywicka w bardzo sugestywny sposób opisuje ścieranie się pokoleń: marazmowi Cypriana i jego zasklepianiu się w swoich poglądach przeciwstawia bunt i młodzieńczy zapał Kamila. Cyprian jest przedstawicielem pokolenia, które niejako „rozlicza się” z powstaniem styczniowym. On sam nie wziął w nim udziału. Owszem, kolportował proklamacje, uczestniczył w pochodach ulicznych, ale do czynnej walki nie przystąpił – i ta świadomość wywołuje w nim bezustanne poczucie winy, tudzież niesmak do samego siebie. Kamil, mimo że jest szczerze przywiązany do ojca, nie rozumie jego racji. Nie rewiduje wprawdzie mitu powstania, ale ma już inne priorytety. Nie chce skupiać się na przeszłości, woli wybiegać myślą w przyszłość i z nadzieją patrzeć na ruch socjalistyczny, który w ostatnich dekadach XIX wieku zatacza w Europie coraz szersze kręgi.
Cykl nosi piętno epoki, w której powstał, i temat socjalizmu odgrywa w nim kluczową rolę. Krzywicka pokazuje fascynację młodzieży tą ideologią. Opisuje tajne zebrania, z pasją zarysowuje kontekst, w jakim rodziło się pojęcie „proletariatu”, roztacza wizję nędznych robotniczych mieszkań, wspomina o strajkach i o katorżniczej pracy w fabrykach… Nie szczędzi przy tym czytelnikom drastycznych scen. W „Skutych i wolnych” wyraźnie wyczuwa się naturalistyczne zapędy autorki.
Wielką zaletą cyklu są pogłębione portrety psychologiczne postaci. Znakomity i zapadający w pamięć jest portret państwa Martenów: apodyktycznej żony, obłudnej i pazernej, oraz biernego męża, safanduły i nieudacznika. Skojarzenia z Dulskimi są jak najbardziej uzasadnione: Konstancja Martenowa jest siostrą pani Dulskiej i szwagierką Felicjana. Nad cyklem, zwłaszcza nad pierwszą jego częścią, unosi się więc duch Gabrieli Zapolskiej.
Krzywicka maluje rozległą panoramę społeczeństwa polskiego końca XIX wieku. Przekrój jest ogromny: zaglądamy do wiejskich dworków bogaczy, eleganckich apartamentów zamożnych fabrykantów, obskurnych mieszkań drobnego mieszczaństwa i zatęchłych nor, zajmowanych przez pijaków, niedożywione dzieci i pracujących ponad siły robotników. Ci, którzy interesują się tamtą epoką, znajdą w „Skutych i wolnych” sporo ciekawych informacji. Dowiedzą się na przykład, jak działały tak zwane latające uniwersytety – tajne kursy dla młodych dziewcząt, którym w zaborze rosyjskim odmawiano dostępu do szkolnictwa wyższego.
Krzywicka jest bardzo biegłą pisarką. Naturalistyczne sceny przeplata od czasu do czasu bardziej lirycznymi opisami, w których w szczególny sposób przejawia się jej literacki kunszt.
„Skuci i wolni” to obszerne dzieło. Autorka porusza w nim kilka istotnych problemów. Pisze o więzach rodzinnych, ścieraniu się pokoleń, o młodzieńczym buncie i rodzeniu się socjalizmu jako odpowiedzi na krzywdę społeczną. Są w cyklu fragmenty rzadkiej urody, są i dłużyzny, przez które brnie się niespiesznie i z mozołem. Mnogość bohaterów i wątków sprawia, że akcja momentami się rozmywa.
Nie jest to lektura dla miłośników wartko toczącej się intrygi. Wprost przeciwnie, czytanie „Skutych i wolnych” wymaga czasu, samozaparcia i cierpliwości. Warto się jednak pomęczyć.
Polecam.
Czytelnik
Warszawa 1955
7/10

Komentarze
Prześlij komentarz