Anatol France – „Tais”

 Książka w ruinach


Anatol France był francuskim pisarzem z przełomu XIX i XX wieku. W 1921 roku otrzymał Nagrodę Nobla. Lecz o ile on sam cieszy się zasłużoną sławą, o tyle powieść „Tais” – po raz pierwszy opublikowana w roku 1889 na łamach „Revue Des Deus Mondes”, a dopiero dwa lata później, w 1891, w wersji książkowej – popada już w zapomnienie. Ostatnie polskie wydanie datuje się na rok 1957 i znalezienie książki w bibliotekach, zwłaszcza w bibliotekach publicznych, jest nie lada wyzwaniem.

Jest to historia o wierze, poskramianiu namiętności i chrześcijańskich ideałach, które żądza i pokusy zmysłowe poddają bardzo ciężkiej próbie. Rzecz dzieje się w Egipcie w IV wieku n.e., a więc w pierwszych stuleciach chrześcijaństwa.

Powieść rozpoczyna się w bez mała baśniowym tonie: „Pustynia zaludniona była wówczas przez anachoretów. Na obu wybrzeżach Nilu chaty niezliczone, ręką samotników ulepione z gałęzi i gliny, rozsiane były w pewnej między sobą odległości, tak by mieszkańcy ich mogli żyć oddzielnie, a jednak wspomagać się w razie potrzeby”[1].

Anachoreci i pustelnicy żyli w skrajnej wstrzemięźliwości, umartwiając ciało i odmawiając sobie wszelkich wygód. Asceza i praktyki pokutne były czymś, w czym ćwiczyli się gorliwie, żaden z nich nie dorównywał jednak gorliwością opatowi z Antinoi, Pafnucemu. W istocie, Pafnucy okrył się sławą jak żaden inny zakonnik w Tebaidzie i pomimo młodego wieku „bogaty już był w zasługi” (s. 10).

Aczkolwiek nie zawsze  tak było. Urodzony w Aleksandrii, jako potomek rodziny szlacheckiej, Pafnucy zdobył staranne wykształcenie. Do dwudziestego roku życia wiódł „żywot światowy”: wierzył w „kłamstwa poetów”, skwapliwie rzucał się w wir uciech i, jak sam zwykł potem mawiać, gorzał „w kotle fałszywych rozkoszy” (s. 11). Dopiero nauki pewnego światłego księdza sprawiły, że odrodził się i – popadając z jednej skrajności w drugą – wstąpił na ścieżkę wiary. Choć jednak był odtąd wzorem pobożności, to jedno wspomnienie z dawnych czasów nie dawało mu spokoju: pamiętał, że niegdyś w teatrze ujrzał niezwykle urodziwą aktorkę. Miała ona na imię Tais, występowała „w igrzyskach”, była kurtyzaną i posiadała tak wielką urodę, że „rozpalała w widzach ognie zmysłów” (s. 11). Pafnucy też był nią oczarowany i gdyby nie powstrzymała go wrodzona nieśmiałość (tudzież brak pieniędzy), uległby zapewne jej wdziękom.

Po latach, już jako człowiek świątobliwy, opat z Antinoi postanowił odnaleźć Tais i nawrócić ją na chrześcijaństwo. Opuścił więc swoją pustelnię i wyruszył do Aleksandrii. Szybko się jednak przekonał, że ścieżka, którą obrał, jest pełna zasadzek, a prowadzenie pięknej kurtyzany na właściwą drogę może sprawić, że on sam z niej zboczy…

Fabuła powieści osnuta jest wokół legendy chrześcijańskiej, a France napisał w (nieukończonej) przedmowie do „Tais”: „Osobliwą cechą legend jest to, że same przez się nadają się do wyrażania wszelakich poglądów. Jest w nich jakaś zadziwiająca podatność i zdolność przybierania coraz to nowych odcieni” (s. 183). W rzeczy samej, w książce – niezwykle wysmakowanej, błyskotliwej i głęboko erudycyjnej – jest wiele odcieni i jeszcze więcej tonów. Na pierwszy plan wybija się jednak ton sceptyczno-kpiarski. France nie bez ironii pisze o pobożnych praktykach pustelników i anachoretów, którzy „dokazywali cudów pokutniczego życia”, nosząc szorstkie włosiennice, karmiąc się wyłącznie chlebem, solą oraz hyzopem i uważając, że nic tak nie zdobi ciała jak rany i wrzody. „Niektórzy z nich”, wyjaśnia noblista, „szukali sobie schronienia w jaskiniach lub dawnych grobowcach i wiedli żywot jeszcze bardziej dziwny” (s. 7).   

Przedmiotem ironii jest również powstawanie chrześcijańskich legend i pism. Omawiając perypetie Pafnucego, który w pewnym momencie zaczyna żyć na słupie, jak Szymon, France wspomina o przyozdabianiu faktów „szczegółami cudownymi, którym dawali wiarę przede wszystkim ci, co sami je wymyślali”, i konkluduje nie bez zjadliwości: „A skoro cud był tak stanowczo stwierdzony, diakonowie głównych kościołów w Libii spisali o nim zeznania autentyczne” (s. 156).   

Powieść jest podzielona na cztery części i ma charakter erudycyjny. Sporo w niej odniesień do religii i filozofii. Bohaterowie wiodą rozmowy o sensie życia, sztuce, miłości i śmierci, a w tych dysputach – niekiedy bardzo obszernych – pobrzmiewają echa różnych starożytnych poglądów i szkół: epikureizmu, stoicyzmu, cynizmu itd. Cała trzecia część, nosząca tytuł „Uczta”, przypomina formą platońskie dialogi (pierwsze wydanie powieści nie bez kozery opatrzone było podtytułem „Powiastka filozoficzna”). Wszystko to sprawia, że dzieło France’a nie jest łatwą lekturą.

„Tais” to przepięknie napisana i bardzo klasyczna powieść w starym stylu. Nie jest wciągająca w tradycyjnym znaczeniu tego pojęcia – stwierdzenie, że rzecz dotyczy zakazanej miłości, która rozbudza niechciane żądze i przemienia się w obsesję, jakkolwiek prawdziwe, może wprowadzać błąd i podsycać mylne oczekiwania – France jest jednak mistrzem słowa i to mistrzostwo też w pewnym sensie wciąga. Czytając tę książkę, bardzo łatwo zachwycić się elegancją stylu i literacką biegłością autora.   

Noblista snuje opowieść o odwiecznej walce dobra ze złem, a przy okazji skłania do refleksji nad złożonością ludzkiej natury. Pokazuje, jak niebezpieczną rzeczą bywa nadmierna wiara we własne przekonania oraz możliwości, i przestrzega przed fanatyzmem religijnym, który może mieć opłakane skutki.

To książka dla wybrednego czytelnika – niełatwa w odbiorze, ale głęboko mądra, dająca do myślenia i zapadająca w pamięć.

Gorąco polecam.

 

 

 

Czytelnik

Warszawa 1957

Tłumaczył Jan Sten

7,5/10 

 



[1] Anatol France, Tais, tłum. Jan Sten. Czytelnik, Warszawa 1957, s. 7. 

Komentarze