Maria Rodziewiczówna – „Magnat”

Książka wśród białych hortensji

Magnat”, powieść Marii Rodziewiczówny z 1900 roku, jest książką o pogoni za marzeniami. Choć właściwie należałoby powiedzieć: za jednym marzeniem – o wybiciu się, znalezieniu własnego miejsca w świecie.

Główny bohater tej historii, Aleksander Kalinowski, jest podupadłym arystokratą, którego rodzina straciła swoje dobra w pożodze. Osierocony przez ojca, mieszka z matką, która stara się utrzymać siebie i jedynego syna pracą własnych rąk. Pewnego dnia trafia na dwór generałowej Wojewódzkiej. Generałowa przygarnia Aleksandra pod swoje skrzydła i zapewnia mu wykształcenie, a on, chcąc się jej za to odwdzięczyć, zostaje zarządcą jej majątku. Jego życie nie jest usłane różami – generałowa okazuje się kapryśną, chciwą, apodyktyczną matroną, żywiącą urazę do całego świata, a jej służba patrzy na zarządcę wrogo, jako na pyszałka i ciemiężyciela.

Po śmierci Wojewódzkiej, kiedy do dworu zjeżdżają znienawidzeni przez nią krewni, Aleksander postanawia, że oto nadeszła pora rozwinąć skrzydła i poszukać swojego miejsca w świecie. Ma dość poniewierki, pracy na cudzy rachunek – pragnie zdobyć kawałek ziemi i powrócić do sfery, która przed laty wyrzuciła jego i jego matkę poza nawias. Marzą mu się własna gospodarka, pozycja społeczna, szacunek i poważanie – i to ku osiągnięciu tych celów zmierzają odtąd wszystkie jego wysiłki. Niebawem, dzięki dość fortunnemu splotowi okoliczności, udaje mu się wejść w posiadanie Mniszewa i zawrzeć znajomość z okoliczną arystokracją…

Rodziewiczówna kreśli portret swojego bohatera wprawną ręką. Aleksander Kalinowski to postać, do której trudno byłoby nie odczuwać sympatii. Szorstki w obejściu i z pozoru surowy, jest jednak człowiekiem na wskroś uczciwym, bystrym, honorowym, wytrwałym, uczynnym i rzutkim. Dumny, potrafi chować urazę i w odpowiednim momencie zemścić się na tych, którzy go znieważyli, ale jest także skłonny do pomocy, wierny swoim ideałom i zdolny do szlachetnych gestów, a pewne zachowania, poglądy i cechy charakteru predestynują go do roli postaci tragicznej.

Lecz na postaci Aleksandra talenty autorki się nie wyczerpują, wprost przeciwnie! Przez karty powieści przewija się cała plejada ciekawych bohaterów – tyranizująca otoczenie generałowa Wojewódzka, jej żądny pieniędzy i wybicia się synowiec, trawiony gorączką hazardu Lasota, „dobrodziej” Aleksandra, rozkochany w koniach Adam Kalinowski, wreszcie wybranka tytułowego „magnata”, Gizela, kobieta próżna, znudzona, niezdolna docenić głębi uczucia, bawiąca się mężczyznami, którzy lgną do jej pozycji i urody. 

Na uwagę zasługują także postacie drugoplanowe. Za serce chwyta wątek małej Józi, sieroty, nad którą Aleksander i jego matka roztaczają pieczę, mimo że borykają się z niedostatkiem, a także niemej żebraczki Walery, która zdumiewająco dzielnie, a wręcz heroicznie stoi na straży grobów dawnych właścicielek Mniszewa. Jest również toczony wyrzutami sumienia Michał, który wskutek ciężkiej przewiny został wyrzucony poza nawias społeczności i który potrafi godnie odpłacić Aleksandrowi za danie mu drugiej szansy. Wszystkie te pomniejsze wątki, sytuujące się gdzieś na obrzeżach głównej historii, wnoszą do niej jakąś wartość dodaną.

Rodziewiczówna w przystępny i barwny sposób pokazuje panujące podówczas stosunki społeczne. Prowadzi nas przez znędzniałe gospodarstwa, pola, lasy, buduary, sale balowe i teatry, dopuszcza do udziału w wystawnych posiłkach, przejażdżkach, wyścigach konnych, polowaniach na lisy i zające, we wspaniałych balach, podczas których bogacze zabijają nudę tańcem i zgrywaniem się w karty. Panorama społeczna jest rozległa: pojawiają się i nędzarze, i biedni fornale, i podupadła szlachta, i arystokraci. Tym ostatnim autorka nie szczędzi gorzkich słów – demaskuje ich próżność, gnuśność, zadufanie, złe nawyki i niezdrowe skłonności, nadmierne przywiązanie do bogactwa i silne tendencje do sądzenia po pozorach. Aleksander boleśnie się przekonuje, że o dopuszczeniu do elity nie przesądza charakter człowieka, ale grubość jego sakiewki.

Wątek miłosny poprowadzony jest w sposób, który pod pewnymi względami przywodzi na myśl „Lalkę” Prusa – szlachetny, pracowity i do cna prawy mężczyzna ubiega się o względy próżnej, przywiązanej do pozorów kobiety. Intryga miłosna, jakkolwiek przesądza o finale tej niewesołej historii, nie wysuwa się jednak na pierwszy plan. „Magnat” jest przede wszystkim opowieścią o człowieku, który poświęca całe swoje życie i całą energię dążeniu do jednego celu.

„Ojciec mi nic nie zostawił”, mówi Aleksander w jednej z kluczowych scen powieści. „Postanowiłem zdobyć, co mi wydarto, a uchować w całości wszystkie tego jednego spadku obowiązki. Jest to stara idea, średniowieczna, z której bardzo słusznie szydzą plebeje, bo ci, którzy ją przedstawiają, sponiewierali ją doszczętnie. Alem ją dosłownie wziął i powiedziałem sobie: fortuny może nie zdobędziesz, ale wielkim bądź. W ten tylko sposób magnatem zostaniesz”[1].

Tragizm Kalinowskiego polega na tym, że jego szczytne cele i szlachetne przekonania – „Zawsze lepiej kark skręcić niż kark giąć lub wykrzywiać” – zderzają się ze światem hołdującym zasadzie, że „w życiu lepiej się udają kombinacje i kompromisy z losem, i tylko giętkie karki dochodzą do celu i do szczytów” (s. 204).

Kreacja głównego bohatera jest w moim przekonaniu największym atutem „Magnata”. Kolejny atut to piękna polszczyzna, jaką posługuje się Rodziewiczówna, szlachetna i urzekająca pomimo upływu lat. Świat przedstawiony jest barwny (w jego rysunku wyczuwa się pietyzm i umiłowanie szczegółu), a fabuła – ciekawa. Perypetie Aleksandra śledzi się chętnie i z zajęciem. Jedyne, czego mi zabrakło, to najmniejsza bodaj doza humoru. Akcenty humorystyczne mogłyby dodać tej książce lekkości, której brak chwilami daje się we znaki. Choć nie wątpię, że dzięki tej powadze przekaz rezonuje mocniej.

Polecam, bo Aleksander Kalinowski to postać, którą warto znać.

 

 

Wydawnictwo MG

Warszawa 2009

7/10

   



[1] Maria Rodziewiczówna, Magnat. Wydawnictwo MG, Warszawa 2009, s, 201.

Komentarze

  1. O, jak dawno nie sięgałam po książki Rodziewiczówny, a tutaj miła niespodzianka! przeczytana przeze mnie z ciekawością. Świetnie czytało mi się kiedyś powieści tej autorki, napisane piękną dawną polszczyzną miały w sobie nieprzemijający urok...może i dziś warto się przekonać jak ,,smakują" takie zapomniane lektury? Pięknie dziękuję za polecenie mi jednej z nich. Czytałam tę książkę tak dawno, że zupełnie o niej zapomniałam, tym bardziej z miłą chęcią do niej powrócę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam do powrotu do "Magnata", ta książka jest smutna i przygnębiająca, ale ma w sobie jakiś urok, a język to rzeczywiście jej wielka zaleta. :)
      Ja miałam podobnie: kiedyś czytałam "Między ustami a brzegiem pucharu", ale to taka prehistoria, że już niemal zapomniałem o istnieniu tej książki. Potem była dłuuuga przerwa, której nie "zakłócił" nawet niedawny renesans popularności Rodziewiczówny, spowodowany serialem "Dewajtis" (którego nie oglądałam). Właściwie nie wiem, dlaczego sięgnęłam po "Magnata", ale to była dobra decyzja.
      Masz, Małgosiu, zupełną rację: warto wracać do zapomnianych lektur.
      Dobrego wieczoru! :)

      Usuń
  2. Dziękuję Aniu i wzajemnie:). A odnośnie książek Rodziewiczówny- ,, Między ustami a brzegiem pucharu" najbardziej mi się kiedyś podobała, planuję także do niej powrócić po latach:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może w takim razie ja też do niej powrócę...?
      Pozdrawiam jak najserdeczniej! :)

      Usuń

Prześlij komentarz