Klementyna z Tańskich Hoffmanowa – „Dziennik Franciszki Krasińskiej”

Książka na tle drzew

 

Dziennik Franciszki Krasińskiej” to powieść z innej epoki. Po raz pierwszy ukazała się ponad dwieście lat temu, w 1825 roku.

Jej autorka, Klementyna z Tańskich Hoffmanowa, zdążyła w międzyczasie popaść w zapomnienie – a szkoda, bo to postać nietuzinkowa i zasłużona dla polskiej kultury. Była jedną z pierwszych rodzimych pisarek tworzących książki dla dzieci i młodzieży. W latach dwudziestych XIX wieku powołała do życia czasopismo „Rozrywki dla Dzieci”. Głośno mówiła o potrzebie finansowej samodzielności kobiet, do której miało prowadzić zarówno staranne wykształcenie, jak i przygotowanie do podjęcia pracy zarobkowej. W istocie, ona sama przeszła do historii jako pierwsza Polka, która utrzymywała się z własnej pracy – pedagogicznej i twórczej. I choć dzisiaj jej poglądy mogą wydawać się konserwatywne, to dla swoich współczesnych była symbolem emancypacji.

„Dziennik Franciszki Krasińskiej” jest z jednej strony pokłosiem osobistych doświadczeń autorki, a z drugiej – próbą oddania hołdu rzeczywistej postaci historycznej. Franciszka była żoną księcia kurlandzkiego Karola Krystiana Wettyna i synową króla Augusta III Sasa. Hoffmanowa wychowała się w domu jej najstarszej siostrzenicy, Anieli Szymanowskiej.  

Powieść oddaje sprawiedliwość swojemu tytułowi – jest to w istocie dziennik. Franciszkę poznajemy pierwszego dnia 1759 roku, kiedy jako szesnastoletnia dziewczyna postanawia pójść w ślady ojca i sięgnąć po pióro. O ile jednak Stanisław Krasiński pisuje „mowy, manifesta, uniwersały, listy, paszkwile, wiersze”, o tyle jego córka wybiera formę pamiętnika. „Ja, jako panna nieuczona i młoda, moję ramotę jedynie dla własnej zabawy pisać będę, ale z głowy, szczerze i bez pretensji”[1], wyznaje z rozbrajającą szczerością.  Zapiski prowadzi do 1761 roku – i te dwa lata okazują się przełomowe dla jej życia.

Wydawać by się mogło, że Franciszka ma wszelkie dane ku temu, aby być szczęśliwą. Mieszka z matką, ojcem i trzema siostrami na zamku w Maleszowej, otoczona służbą i dostatkiem. Ma kochających rodziców, żyje w wielkiej komitywie z rodzeństwem, a natura nie poskąpiła jej urody. „Słyszałam już nieraz, żem gładka i dorodna, i nieraz jak spojrzę w zwierciadło, mnie samej zdaje się, żem ładna”, przyznaje. Jej codzienność toczy się z góry ustalonym torem: pobudka o świcie, pacierz, nauka pod okiem francuskiej guwernantki, śniadanie, nabożeństwo w kaplicy zamkowej, potem znowu nauka, wreszcie wizyta u nadwornego fryzjera… Monotonię takiego życia urozmaicają hucznie obchodzone święta albo wizyty znamienitych gości.

Dorastająca w takich warunkach dziewczyna nie powinna – można by sądzić – mieć powodów do narzekań. W rzeczy samej, Franciszka z pierwszych stron „Dziennika” jest dość beztroską młodą osóbką. Lubi bawić się i tańczyć, a kiedy jej starsza siostra, Barbara, przyjmuje oświadczyny statecznego starosty Świdzińskiego, przyznaje wprost: „[Basia] mówi, że się zawsze młodych bała, że lubi takich poważnych mężczyzn i Jmć Dobrodziejka jej powiedziała, że tacy najlepszymi bywają mężami. Może być, ale ja jednak wesołych i fertycznych wolę” (s. 26). Myliłby się jednak, kto by uznał, że „Dziennik” to naiwne wyznania beztroskiej nastolatki. Do zapisków Franciszki szybko wkrada się niepokojąca nuta, jakaś ponurość, niepokój… i nawet czytelnik, który nie zna losów tej historycznej postaci, ma prawo domniemywać, że nie będą one zbyt fortunne.

Bohaterka najpierw przygląda się, jak jej siostra zostaje wydana za mąż za kogoś, na kogo przychylnym okiem spoglądają jej rodzice, potem trafia na pensję dla dobrze urodzonych panien, gdzie nosi krzyż żelazny dla zachowania właściwej postury i godzinami stoi w „machinie”, która ma prostować jej nogi, a wreszcie przekonuje się, że miłość nie zawsze jest źródłem szczęścia.

Oprócz prywatnych zgryzot ma również inne zmartwienia. Wychowana w duchu patriotyzmu, musi patrzeć na rozkład dawnej świetności swojego kraju. „Zewsząd ubliżają powadze Rzeczypospolitej. Sąsiedzi pod różnymi pozorami wkraczają z wojskiem do Polski, rabują, pustoszą, krzywdzą!” (s. 33), pisze. A potem dodaje z nadzwyczajną u szesnastolatki przenikliwością: „Bo i prawda! Prawią pokątnie o jakichciś nieszczęściach, biedach, a tymczasem Polska cała w ucztach, festynach, biesiadach. Może też oni wszyscy tak robią jak nasz Macieńko: on, kiedy ma jakie zmartwienie, to kieliszka z ręki nie wypuści, powtarzając: «Dobry trunek na frasunek», i im więcej strapiony, tym więcej pije” (s. 33).  

Hoffmanowa nie skupia się wyłącznie na przeżyciach Franciszki Krasińskiej (choć to ona przemawia poprzez karty tytułowego dziennika); wprost przeciwnie, wpisuje perypetie swojej bohaterki w szersze tło, przedstawiając sytuację w przedrozbiorowej Polsce. August III Sas – władca „bardzo piękny, poważny”, któremu „wszystko przystoi” (s. 87) – dożywa swoich dni, a opinia publiczna dzieli się na dwa obozy: jedni życzyliby sobie, żeby po nim na tron wstąpił jego syn, książę kurlandzki Karol, inni widzieliby w tej roli Stanisława Augusta Poniatowskiego… Autorka stosuje ciekawy zabieg, każąc czytelnikowi przyglądać się tym politycznym rozgrywkom z perspektywy młodej dziewczyny.

Ciekawy jest również obraz osiemnastowiecznych wyższych sfer. Franciszka nie skąpi nam szczegółów: dowiadujemy się, jak wyglądało życie na zamku, jakimi metodami i w jakim duchu wychowywano młodzież, jak przebiegały zaloty, a później uroczystości weselne, uczestniczymy w zapustowych balach i bankietach, przyglądamy się polowaniom… Krótko mówiąc, uzyskujemy wgląd w życie dworskie, z jego mnogimi tradycjami, obrzędami i… zabobonami.

Język jest archaiczny (jak na powieść sprzed dwóch wieków przystało), ale jego zrozumienie nie nastręcza większych trudności. Zapiski czyta się szybko i z zajęciem, a im lepiej poznaje się ich autorkę, tym większą ma się ochotę kibicować tej dobrodusznej i miłej, ale w ostatecznym rozrachunku dość tragicznej postaci.

Warto sięgnąć po „Dziennik” jako po jedną z pierwszych polskich powieści psychologicznych, ale przede wszystkim – jako po sugestywne świadectwo pewnej epoki.

To bez wątpienia książka godna uwagi. Polecam!     

 

 

 

Universitas

Kraków 2003

7,5/10



[1] Klementyna z Tańskich Hoffmanowa, Dziennik Franciszki Krasińskiej, w ostatnich latach panowania Augusta II pisany. Universitas, Kraków 2003, s. 5.

Komentarze