„– Pani nie zasługuje na to, żeby być osamotnioną.
Omiotła go pełnym goryczy wzrokiem.
– Kobiety w moim wieku – rzekła – zawsze są osamotnione.
– Co oznacza – odparł szybko, ponownie łapiąc wiatr w żagle – że dziś wieczór szczęście uśmiecha się do mnie”[1].
Gabriel Garcia Marquez już nie żył, kiedy ukazywało się jego ostatnie dzieło, „Widzimy się w sierpniu”. Stosunkowo niedawno – bo w 2024 roku – Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza opublikowało tekst w polskim tłumaczeniu. Przekładu dokonał Carlos Marrodan Casas.
„Widzimy się w sierpniu” to opowieść niewielkiej objętości, zbudowana z sześciu rozdziałów. Główną bohaterką jest Ana Magdalena Bach. W momencie, gdy rozpoczyna się akcja, Ana Magdalena jest kobietą w średnim wieku – liczy sobie czterdzieści sześć wiosen. Od dwudziestu siedmiu lat jest żoną mężczyzny, za którego wyszła z miłości, nie ukończywszy studiów z zakresu sztuki i literatury. Jej małżeńskie pożycie toczy się zgodnie i harmonijnie – zarówno ona, jak i mąż dokładają starań, aby tak było. Wspólnie doczekali się dwojga dzieci. Ich syn jest pierwszym wiolonczelistą Narodowej Orkiestry Symfonicznej, a córka nosi się z zamiarem wstąpienia do karmelitanek bosych.
Ana Magdalena ma osobliwy zwyczaj: jej zmarła przed ośmiu laty matka wyraziła tuż przed śmiercią życzenie, aby pochowano ją na karaibskiej wyspie. Ana nie zna powodów tej zdumiewającej decyzji, a jednak każdego roku w połowie sierpnia wyrusza w podróż, żeby wbrew upałom (a czasem nawet gwałtownym ulewom) złożyć na grobie matki wiązankę gladioli. Podczas jednej z takich wypraw spotyka w hotelowym barze nieznajomego, z którym spędza upojną noc. Od tego momentu jej coroczne eskapady zyskują nowy wymiar: stateczna żona, przez dwadzieścia siedem lat dochowująca wierności mężowi, dostrzega w nich okazję do miłosnych uniesień, za każdym razem przeżywanych z innym mężczyzną. Z czasem te sierpniowe „ekscesy” zaczynają wywierać wpływ na jej życie codzienne: Ana Magdalena uczy się inaczej postrzegać swoje małżeństwo… i siebie samą.
Właściwy tekst „Widzimy się w sierpniu” poprzedza prolog. Synowie Marqueza, Rodrigo i Gonzalo Garcia Barcha, opisują w nim pokrótce okoliczności ukazania się książki. Opowieść powstała w czasach, gdy kolumbijski laureat Nagrody Nobla borykał się już z utratą pamięci. Praca nad tekstem była „nieustannym zmaganiem się jego perfekcjonizmu z postępującym zanikiem zdolności mentalnych” (s. 5). Gabriel Garcia Marquez nie był zadowolony z ostatecznego kształtu swojego dzieła i stwierdził, że należałoby je zniszczyć. Synowie świadomie sprzeniewierzyli się jego woli i niespełna dziesięć lat po śmierci ojca zadbali o wydanie opowieści – bo choć jest w niej „trochę potknięć i drobnych niekonsekwencji”, to „nic nie uniemożliwia czerpania przyjemności z tego, co najlepsze w twórczości Gabo” (s. 6).
Trudno jest porywać się na moralną ocenę tak spornej decyzji. Jeszcze trudniej jest zestawiać „Widzimy się w sierpniu” z najsłynniejszymi dziełami Marqueza, jak „Miłość w czasach zarazy” czy „Sto lat samotności”. Jest to jednak bardzo dobry utwór, pisany potoczystym, pięknym językiem i utrzymany w niezwykłym klimacie. Ważną rolę odgrywa w książce powtarzalność: Ana Magdalena co roku powraca w to samo miejsce i wykonuje te same czynności: przypływa promem, przemieszcza się do hotelu tą samą taksówką, kupuje gladiole u tej samej kwiaciarki i składa je na grobie matki. Zmienia się jedynie mężczyzna, z którym przeżywa miłosną przygodę. Tłem dla perypetii głównej bohaterki – której portret psychologiczny cechuje, nawiasem mówiąc, niepoślednia subtelność – jest egzotyczna wyspa. W tekście ani razu nie pada jej nazwa, pojawiają się za to sugestywne opisy: mamy Morze Karaibskie, złotawy pył plaż, „ciągnących się wzdłuż dziewiczej puszczy”, i „widmowe loty czapli nad śpiącymi wodami laguny” (s. 12).
Mimo że w każdym rozdziale powiela się ten sam schemat i z góry wiadomo, jak przebiegnie kolejna wyprawa, książka nie jest ani nudna, ani przewidywalna. Jest to opowieść nie tyle o zdradzie małżeńskiej, ile o późnej miłości, przekraczaniu granic, odkrywaniu własnej natury, a przede wszystkim – o wielkiej zagadce, jaką jest ludzkie życie. W tekście pulsuje erotyzm, w którym jednak nie ma nic wulgarnego.
Dodatkowy smaczek stanowią liczne tropy literackie. Ana Magdalena zabiera ze sobą na wyspę coś do czytania – i za każdym razem jest to inny tytuł. Podczas pierwszej wyprawy czyta „Drakulę” Brama Stokera, podczas drugiej – „Dzień tryfidów” Johna Wyndhama, podczas trzeciej – „Kroniki marsjańskie” Raya Bradbury’ego. W orbicie jej zainteresowań pozostają również Hemingway, Camus i Borges. Tego rodzaju nawiązania – podobnie jak mnożące się w tekście odniesienia do muzyki – czynią lekturę jeszcze bardziej zajmującą.
Niełatwo jest oceniać książkę, kiedy wiadomo, że ukazała się ona wbrew woli autora, a jednocześnie nie wiadomo, jak mogłaby wyglądać, gdyby to on nadał jej ostateczny kształt. Z całą pewnością nie jest to pozycja, od której należałoby rozpocząć przygodę z twórczością noblisty z Kolumbii. Jest jednak w tej niedługiej opowieści wiele uroku i równie wiele przyczynków do wszelkiego rodzaju refleksji – o życiu, miłości, małżeństwie, zdradzie, poszukiwaniu sensu…
Polecam!
Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza
Warszawa 2024
Tłumaczył Carlos Marrodan Casas
7/10
[1] Gabriel Garcia Marquez, Widzimy się w sierpniu, tłum. Carlos Marrodan Casas. Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza, Warszawa 2024, s. 87.

Komentarze
Prześlij komentarz