„Czahary” to powieść Marii Rodziewiczówny z 1905 roku, wznowiona niedawno (w przepięknej szacie graficznej) przez wydawnictwo Bukowy Las.
Główną bohaterką książki jest Zofia – czy raczej: Zośka – Janicka.
Zośka nie ma łatwego życia. Jest najmłodsza z pięciorga rodzeństwa. Przed laty, jako wychodząca w dorosłość dziewczyna, wyjechała do Paryża, żeby tam pobierać nauki. Chciała podążać za marzeniami, a ściślej: zdobyć wykształcenie i coś w życiu osiągnąć. Nie miała wybujałych ambicji; chciała jedynie wiedzy i odrobiny swobody. Pragnęła „fachu i stanowiska”, i może jeszcze namiastki „człowieczej wolności”. Jednakże i to okazało się mrzonką. W owych czasach – a więc w epoce, kiedy podstawowym zadaniem kobiety było wyjście za mąż i rodzenie potomstwa – nazwano te ambicje „piętnem hańby, wstydem, skandalem”. Krewni nie pozwolili Zośce pójść obraną drogą i bracia z rozkazu ojca sprowadzili ją do domu „jak zbiegłą kryminalistkę”[1]. Lecz kiedy siedem lat później ojciec umiera, Zośka jest już bardziej dojrzała. W międzyczasie stała się kobietą, która twardo stąpa po ziemi i nie pozwoli się łatwo odwieść od raz powziętej decyzji. Najbliżsi nie posiadają się ze zdumienia, gdy stanowczo odmawia przyjęcia pieniędzy i, wzgardziwszy oferowaną sumą, żąda dla siebie części pozostawionych przez ojca ziem. Kością niezgody okazuje się nie Woronne – „stylowy poleski majątek”, pełen „wody, błota, wydm, sosnowego boru”, a wszystko to „rozrzucone w tysiącach niw, ostrowów, przegrodzone rzekami, rozciągnięte w fantastyczną figurę” (s. 27) – lecz tytułowe Czahary. Według „Słownika języka polskiego” czahary to „porosłe krzewami i karłowatymi drzewami mokradła”. W istocie, spłacheć ziemi, o który zabiega Zośka, nie ma prawie ornych gruntów, „a błotne łąki są tam najbardziej dzikie i zapuszczone łozą” (s. 29). Wokół młyna rozciągają się „topiele za rzeką” i olchowe zarośla. Zośka czuje się jednak związana z tą ziemią i dobrze wie, że dzięki niej zdobędzie upragnioną niezależność, a w przyszłości może nawet zdoła pomóc lekkomyślnym braciom, którzy „nie znają, nie mają pojęcia, gdzie i jaka jest ich własna ziemia, ani jej nie lubią, ani o nią dbają” (s. 29).
Opis rodzinnych waśni – a dokładniej: sporu o Czahary, który kończy się na sali sądowej i w którym Zośka znajduje sprzymierzeńca w osobie znajomego z dawnych lat, mecenasa Motolda – wypełnia pierwszą część powieści, dając Rodziewiczównie sposobność do tego, aby przedstawić w krytycznym świetle obowiązujące podówczas prawo spadkowe. Każdy z trzech synów zmarłego Janickiego może liczyć na trzecią część schedy po ojcu. Zośka, jako córka, ma prawo jedynie do czternastej części.
Pisarka nie skupia się jednak na niesnaskach pomiędzy rezolutną panną a jej rodzeństwem. Nic z tych rzeczy! Znacznie bardziej interesują ją późniejsze losy bohaterki, a w szczególności – jej walka o to, żeby Czahary przedzierzgnęły się z zapomnianego przez Boga i ludzi uroczyska w przynoszące dochód gospodarstwo, oazę harmonii i spokoju. Topos ziemi jako matki i żywicielki jest w książce wyraźnie widoczny. „Ja ci powiem, że ziemia nie jest tylko grobem. Wprawdzie nieboszczyków w niej kładą, ale oprócz cmentarzy ma na sobie rzeczne nurty i zbożowe łany, wsie i dwory, błota i piaski. Ma dużo więcej niż wasze ulice i domy, ma dumę ludzką” (s. 40), peroruje Zośka w jednej z kluczowych scen powieści, a czytelnik ma wszelkie podstawy ku temu, aby podejrzewać, że jej przekonania są zarazem przekonaniami autorki.
Rodziewiczówna w przepiękny sposób odmalowuje Polesie – z jego przyrodą, pejzażami, gwarą, obyczajami i tradycjami. Pory roku zmieniają się jak w kalejdoskopie, a każda z nich niesie ze sobą inne wyzwania, inne uroki. Obserwujemy wiosenne odradzanie się natury i letnie skwary, jesienne słoty i śnieżne zadymki. Wraz z bohaterami przeżywamy Święta, zaglądamy do chat i do ziemianek, w których potajemnie pędzi się spirytus, przeprawiamy się czółnem przez mokradła i uczestniczymy w chłopskich sporach. Nie ma w „Czaharach” epickiego rozmachu, jaki odnajdujemy na przykład w „Nad Niemnem”, ale zarysowane przez Rodziewiczównę tło obyczajowo-historyczne jest naprawdę rzadkiej urody. I właśnie owo tło sprawia, że choć akcja toczy się wolno i jest dosyć przewidywalna, to powieść czyta się chętnie i z zaangażowaniem.
Zofia Janicka nie urzeka oryginalnością. Rodziewiczówna lubiła prawe, dumne i pracowite bohaterki, które nie płyną z prądem i potrafią walczyć o swoje. Taka jest Kazia z „Wrzosu”, taka jest Jadwiga z „Między ustami a brzegiem pucharu”, taka jest i Zośka. Jej zdeterminowanie budzi podziw, a sposób, w jaki pomaga bratu i bratowej dojść do porozumienia, jest ujmujący, ale to wciąż sztampowa i raczej tuzinkowa postać. To samo można by zresztą powiedzieć o mecenasie Motoldzie.
Na szczęście jest w książce postać, która ratuje Rodziewiczównę przed zarzutami o przewidywalność w kreśleniu sylwetek bohaterów. Tą postacią jest Kasjan, pijus i zabijaka, bez mała zbój, który zatrudnia się u Zośki jako rządca i wiernie towarzyszy jej w zmaganiach z przeciwnościami losu. Jego soczyste komentarze – czasem pełne prostoty, nierzadko kontrowersyjne, często rubaszne – nadają wielu scenom powieści uroczo humorystycznego zabarwienia, które niejako neutralizuje przyciężkawy przekaz umoralniająco-dydaktyczny.
„Czahary” to piękna powieść o relacjach rodzinnych, dumie, marzeniach, dążeniu do niezależności, a przede wszystkim – o miłości do ziemi, tudzież o tkwiącej w człowieku silnej potrzebie znalezienia swojego miejsca i zapuszczenia korzeni. Pisana bogatym, żywym językiem ze wstawkami gwarowymi, książka oczarowuje sugestywnym obrazem dawnego Polesia i wprawnie nakreślonym tłem obyczajowym.
Polecam „Czahary” miłośnikom starych powieści, niekoniecznie odkrywczych, ale bez wątpienia solidnych warsztatowo i urzekających gawędziarskim rozmachem.
Bukowy Las
Wrocław 2025
7/10
Maria Rodziewiczówna - "Magnat"
[1] Maria Rodziewiczówna, Czahary. Bukowy Las, Wrocław 2025, s. 18.

Czahary to piękne słowo. Szkoda, że wyszło z użycia. Dobrze, że Zośce udało się wywalczyć upragniony kawałek ziemi i stać osobą w pełni niezależną. Ciekawi mnie tło obyczajowe, a z postaci to chyba najbardziej pijaczek Kasjan, który, jak wynika z recenzji, dobrze sprawuje się w roli rządcy. :))
OdpowiedzUsuń