Bronowice Małe to podkrakowska wieś. Położona w odległości kilku kilometrów od centrum miasta, w XIX wieku niczym się właściwie nie wyróżnia na tle innych wiosek. Jej mieszkańcy są gościnni (choć „do obcych odnoszą się z dystansem”), pobożni (choć „jeśli trzeba, spierają się z proboszczem o wysokość świadczeń”), przezorni i spragnieni politycznych nowinek. Do lekarzy nie mają zaufania – „znak krzyża i wódkę uważają za najlepsze lekarstwa”[1]. Ciężko pracują, żeby się utrzymać, bo czasy nie należą do łatwych, a rodziny przeważnie są wielodzietne.
W jednej z chat mieszka Jacenty Mikołajczyk z żoną Jadwigą i córkami. W listopadzie 1900 roku trzy z nich – Anna, Maria i Jadwiga – zostaną unieśmiertelnione przez Stanisława Wyspiańskiego na kartach „Wesela”: Anna jako Gospodyni, Jadwiga jako Panna Młoda, Maria jako Marysia. Anna poślubi Włodzimierza Tetmajera, znanego młodopolskiego malarza, posła i przyrodniego brata poety Kazimierza Przerwy-Tetmajera. Ich małżeństwo, jak Tadeusz Boy-Żeleński przypomni w „Ludziach żywych”, zapoczątkuje w Polsce tak zwaną chłopomanię. Jadwiga wyjdzie za mąż za Lucjana Rydla, poetę, prozaika, dramaturga, badacza starożytności i wykładowcę. Ich wesele stanie się dla Wyspiańskiego literackim tworzywem. Maria zdobędzie serce utalentowanego malarza Ludwika de Laveaux, którego Wyspiański przedstawi w arcysławnym dramacie jako Widmo.
Jak doszło do tego, że trzy zwyczajne, zdawałoby się, panny z zapadłej wioski pod Krakowem stały się muzami dla znakomitych artystów, prominentnych przedstawicieli kultury Młodej Polski? Cóż takiego miały w sobie Anna, Maria i Jadwiga? Na czym polegał ich urok? I wreszcie, jak wyglądało ich życie u boku sławnych mężów? Tymi – a także wieloma innymi – zagadnieniami zajmuje się Monika Śliwińska w biografii „Panny z «Wesela». Siostry Mikołajczykówny i ich świat”, która w 2021 roku została nominowana do Nagrody Literackiej Nike.
Wydawca reklamuje tę książkę jako „«Wesele» w wersji herstory”. W rzeczy samej, autorka wydobywa z cienia te, o których zwykło się mówić i myśleć wyłącznie jako o żonach słynnych mężów. Siostry Mikołajczykówny – a zwłaszcza Anna i Jadwiga – są pierwszoplanowymi postaciami tej arcyciekawej historii. Nie pomniejszałabym jednak roli męskich bohaterów: Lucjana Rydla, Włodzimierza Tetmajera, a nawet Kazimierza Przerwy-Tetmajera i Stanisława Wyspiańskiego jest tutaj siłą rzeczy dużo, nawet bardzo dużo. I dobrze, bo dzięki temu otrzymujemy nader interesujący, plastyczny i sugestywny obraz barwnej epoki, jaką była Młoda Polska.
Siostry różnią się od siebie pod względem usposobienia i charakteru, a każda z nich doczekuje się żywego i absolutnie przekonującego portretu. Anna budzi podziw swoją siłą i odwagą. Jest pragmatyczna, troskliwa, a przede wszystkim – zdumiewająco mądra w swojej prostocie. Twardo stąpa po ziemi i dzielnie wspiera męża w czasie, gdy ten przeżywa kryzysy finansowe i twórcze. Pozwala mu się realizować, chociaż nędza nieraz zagląda im do oczu. I chociaż uważa, że „lepiej jest chować wieprze niż malować obrazy, bo za wieprza weźmie się te pieniądze, które się w jego wyżywienie włożyło, a nie ma pretensyi, żeby się ludzie dziwowali, za obraz zaś weźmie się mniej niż się włożyło (nie licząc pracy), a zmartwienia jest za dwa razy tyle” (s. 117).
Podczas drugiej wojny światowej i po wojnie Anna, już jako wdowa, przemierzy pół świata, po raz kolejny dając dowód niezłomnej siły ducha. Opis jej tułaczki po Syberii, Iranie i Indiach jest jednym z najbardziej przejmujących fragmentów książki.
Jadwiga ma radosne usposobienie. „Z natury jest wesoła i pogodna, prędka i energiczna” (s. 133). Mimo że wie, czym jest posłuszeństwo, potrafi być uparta i postawić na swoim. Tak jest na przykład w kwestii włosów, z których jest dumna i których jako pierwsza panna młoda w dziejach Bronowic nie pozwoli ściąć podczas oczepin. Jadwiga nie lubi sławy; jest onieśmielona popularnością Rydla i niechętnie bywa z nim w miejscach publicznych. Znacznie lepiej czuje się w domowych pieleszach. Zwłaszcza że środowisko krakowskie nie szczędzi jej (ani jej siostrze Annie) złośliwej, a czasem wręcz zjadliwej krytyki. „Jak spod ziemi wyrastały przed nią lub obok niej paniusie ze środowiska mieszczańskiego Krakowa. Jedne mijając ją, pluły jej pod nogi, inne pokazując sobie palcami, mówiły głośno: «To ta małpa co Rydla zbałamuciła», a nawet ciągnąc za brzeg chustki lub zapaski, pytały: «Po cóż Rydel płacił za tą dziadówkę»?” (s. 208–209).
Maria jest piękna, ale jakby przygaszona. Bije od niej jakaś melancholia. Nie wiadomo, na ile poważny był jej związek z Ludwikiem de Laveaux, który przedwcześnie zmarł na gruźlicę (podobno byli zaręczeni), w każdym razie jej życie nie ułożyło się szczęśliwie.
Jako szczęśliwe przedstawione są natomiast małżeństwa Anny i Jadwigi.
„I siłą jesteś mojego ramienia, / i mojej myśli górnym jesteś lotem / i światłem, co mi gniazdo opromienia, / mego dobytku tyś jedynym złotem! / W ciebie, jak w święte patrzę malowidła, / anielskie widząc u twych ramion skrzydła!” (s. 313), pisze Tetmajer o Annie. Rydel zwierza się na krótko przed śmiercią: „Żonie mojej najlepszej, najcierpliwszej, najdroższej dziękuję za nieprzerwane szczęście, które mi dała od dnia ślubu” (s. 448).
Książkę czyta się wybornie, bardziej jak frapującą powieść niż biografię. Monika Śliwińska potrafi ciekawie opisywać nawet takie okresy, kiedy nic godnego uwagi się nie dzieje – ot, prace gospodarcze, krzątanina wokół domu, przeciekający dach, zasiewanie pola, zbiory truskawek… krótko mówiąc, szare życie. Przy „Pannach z «Wesela»” nie sposób się nudzić.
Rydlówka w Bronowicach
Ogromną zaletą książki jest przedstawiony w niej obraz epoki. W tekście roi się od anegdotek i ciekawostek. Znane z podręczników do języka polskiego postacie żyją tutaj własnym życiem i ukazują się od „zakulisowej” strony, jako zwykli ludzie, a nie tylko wybitni artyści. Plastycznie zarysowane jest tło obyczajowe. Śliwińska pokazuje na przykład, jak ciężka była dola ówczesnych wdów. Po stracie męża kobieta pozostawała zdana na łaskę i niełaskę krewnych, a jeśli w dodatku jej mąż był znaną osobistością, musiała zachowywać się w określony sposób, żeby nie narazić się – jak Teodora Wyspiańska, która po śmierci Stanisława ośmieliła się wstąpić w nowy związek – na publiczny ostracyzm.
„Panny z «Wesela»” to przepiękna, porywająca książka. Stworzenie tego obszernego (ponad 600 stron!) dzieła wymagało nadzwyczajnej skrupulatności, wielkiej cierpliwości i tytanicznego wysiłku. Monika Śliwińska powołuje się na listy, rozmowy, dokumenty archiwalne, wycinki z prasy… Ilość materiałów źródłowych budzi podziw i szacunek, ale efekty są zachwycające: od tego tekstu po prostu nie sposób się oderwać. Jedyny minus to konsekwentne używanie form czasu teraźniejszego – stylistyczny wybór, za którym nie przepadam. Ale to drobiazg wobec wrażenia, jakie wywiera całość.
Genialna biografia, opatrzona wieloma zdjęciami. Lektura obowiązkowa dla miłośników „Wesela” i dla każdego, kto chciałby dowiedzieć się czegoś więcej o Młodej Polsce. Niekoniecznie od podręcznikowej strony.
Wydawnictwo Literackie
Kraków 2020
9/10
[1] Monika Śliwińska, Panny z „Wesela”. Siostry Mikołajczykówny i ich świat. Wydawnictwo Literackie, Kraków 2020, s. 11.


Komentarze
Prześlij komentarz