„Dobro, nowego dobra nie rodzące, jest złem najgorszym – głupstwo nie tyle zaszkodzi, nienawiść nie tyle pognębi, ile rozum, gdy się zużyje na bezplenne prace – miłość, gdy się w samolubne uczucie roztrwoni”[1].
„Poganka” to ciekawa powieść arcyciekawej autorki.
Narcyza Żmichowska była nader ważną postacią na mapie dziewiętnastowiecznej kultury polskiej. Ta romantyczna pisarka i poetka, charyzmatyczna i gruntownie wykształcona, zasłynęła jako wielka społecznica. W młodości uczęszczała do instytutu dla guwernantek w Warszawie, gdzie jej nauczycielką była inna wielka społecznica, Klementyna z Tańskich Hoffmanowa.
Żmichowska głośno mówiła o konieczności emancypacji i kształcenia kobiet. W połowie XIX wieku zgromadziła wokół siebie warszawskie emancypantki, tworząc grupę tak zwanych Entuzjastek. W jej skład wchodziła między innymi matka Tadeusza Boya-Żeleńskiego, Wanda z Grabowskich Żeleńska.
„Pogankę”, opublikowaną po raz pierwszy w roku 1846, uważa się za najsłynniejszą powieść Żmichowskiej.
Jest to historia miłości Beniamina i Aspazji. Beniamin jest młodzieńcem z tak zwanej „dobrej rodziny”. Najmłodszy z licznego rodzeństwa, dorasta pośród miłości: kochają go rodzice, siostry i bracia. To człowiek „zdolny, poczciwy, «dobrze urodzony» w całym najświętszym tego słowa znaczeniu”. Ma „złote serce” i „diamentową wyobraźnię” (s. 153), krótko mówiąc: wszelkie przesłanki ku temu, aby wieść szczęśliwe życie. Jeden z braci Beniamina, Cyprian, jest uzdolnionym malarzem. To on pewnego dnia przepowiada Beniaminowi, że zapała miłością do pięknej kobiety, której urodę on sam, Cyprian, utrwalił na płótnie. Jakiś czas później przepowiednia się spełnia: Beniamin poznaje przepiękną Aspazję. Spotkanie odbywa się w iście romantycznej atmosferze: w ciemnym lesie, pośród burzy z piorunami, nieopodal tajemniczego zamku.
Szczęście Beniamina trwa krótko: Aspazja jest zaborcza i kapryśna, a jej wpływ na kochanka – niszczący. „Odtąd przestałem kochać rodziców, siostry, braci moich – wszystko, wszystko – Aspazję kochałem tylko – i nie przerażała mnie ta nędza moralna – w niej odnajdywałem siebie i ona wypożyczyła mi nowej jakiejś władzy i zdolności” (s. 127).
Aspazja, czyli tytułowa poganka, istna femme fatale, wnosi do powieści – i jest to kolejny arcyromantyczny rys – elementy wampiryczne: wysysa z mężczyzn, którzy się z nią związują, energię i siły życiowe („oddałem jej wszystkie moje upodobania” [s. 124]), przy niej usychają nawet kwiaty.
Sama miłość przedstawiona jest jako fatalna siła, której Beniamin nie jest w stanie się oprzeć: jego uczucie do Aspazji rodzi się jeszcze przed spotkaniem z nią, pod wpływem brata i jego obrazu. „Pokochałem się w Aspazji – nie była to owa marzycielska, bezczelna miłość, nie były to owe sny i tęsknoty za niepoznanym uczuciem – owe błąkania się po raz pierwszy zbudzonego napływem gorętszej krwi serca. – Nie, ja kochałem wyraźnie słowa mego brata i tę postać z obrazu, która przecież istniała, chociażem jej nigdy nie widział” (s. 79).
Powieść ma bardzo ciekawą ramę. Narratorka wspomina czasy, kiedy w długie jesienne i zimowe wieczory spotykała się z przyjaciółmi przy kominku. Towarzystwo było doborowe: obok kobiet-aniołów, poetek i malarek składali się na nie filozofowie, alchemicy, metodyści i mistycy… Przyjaciele zabawiali się pogawędką i wymieniali poglądy na różne sprawy: od filozofii, przez religię, po miłość. W takich właśnie okolicznościach Beniamin, żartobliwie nazywany Humboldtem, zaczął snuć swą opowieść.
Przez „Wstępny obrazek”, poświęcony opisowi towarzystwa kominkowego, przewija się plejada świetnie naszkicowanych postaci: Żmichowska odmalowuje swoich bohaterów rozlegle, subtelnie i z wielkim pietyzmem. Każdy z nich doczekuje się osobnego portreciku. Ta psychologiczna wnikliwość budzi respekt, a chwilami nawet zachwyt. Z drugiej strony, można by się spodziewać, że tak szczegółowo opisane postacie odegrają w powieści istotną rolę. Dzieje się inaczej: towarzystwo pojawia się we wstępie, aby potem oddać głos Beniaminowi: to jego opowieść stanowi właściwą treść „Poganki”.
Tym, co najbardziej uderza w książce, jest nadzwyczajna uroda języka. Tutaj żaden akapit, ba!, żadne słowo nie znalazło się przypadkiem. Żmichowska posługuje się kwiecistą, ale też niesamowicie piękną polszczyzną. Pieczołowicie buduje frazy i cyzeluje słowa, tworząc głęboko metaforyczną opowieść, która poddaje się rozmaitym interpretacjom i którą można odczytywać na wielu płaszczyznach. W tym tekście mnożą się ukryte sensy, a ich wyłuszczanie wymaga wysiłku i skupienia. Powieść jest krótka, ale gęsta znaczeniowo i niełatwa w odbiorze; nic w niej nie jest oczywiste. Tego rodzaju książek nie czyta się szybko.
„Poganka” to mroczna, trudna, wymagająca proza. Jest w niej wiele metaforycznych obrazów, literackich odniesień i filozoficznych wstawek, przez które brnie się z mozołem. Warto się jednak pomęczyć i dobrnąć do końca, ponieważ uroda tej książki jest tego warta.
Polecam!
Universitas
Kraków 2002
7/10
Narcyza Żmichowska - "Prządki"
[1] Narcyza Żmichowska, Poganka. Universitas, Kraków 2002, s. 146.

Komentarze
Prześlij komentarz