„Z pamiętników młodej mężatki” to nieobszerny utwór Gabrieli Zapolskiej, jeden z ostatnich w dorobku znanej pisarki. Tekst, zgodnie z tytułem, ma formę pamiętnika.
Główna bohaterka dzieła ma na imię Nacia. Liczy sobie dziewiętnaście lat i w chwili, gdy ją poznajemy, jest świeżo upieczoną żoną. „Od trzech dni jestem młodą mężatką”[1] – tymi słowami rozpoczyna swoje zwierzenia. Nacia cieszy się nowo zdobytą pozycją, po trosze szczęśliwa, a po trosze niedowierzająca. „Zdaje mi się, żem pogrążona we śnie. Chodzę po mieszkaniu, które jest moim mieszkaniem, a ciągle mam uczucie, jakbym spała i nie mogła się rozbudzić dostatecznie” (s. 5), pisze.
Męża nie zna zbyt dobrze – Julian poprosił o jej rękę przy zaledwie drugim spotkaniu, kiedy stawali do kadryla – i dopiero codzienne wspólne życie ukazuje jej jego wady i zalety. Tych pierwszych jest, gwoli prawdy, znacznie więcej niż drugich: Nacia szybko się przekonuje, że jej mąż jest oschłym, skąpym, pozbawionym cieplejszych uczuć człowiekiem. Ma „charakter pochmurny” i „usposobienie wcale niewesołe”, a „skoro wchodzi do domu, to się robi zimno, jakby nagle ktoś na zawieruchę drzwi otworzył” (s. 7). Co więcej, lubi tyranizować swoją młodą żonę ustawicznymi wybuchami niezadowolenia.
Nacia prędko odkrywa, że życie małżeńskie nie jest usłane różami. Pretensji męża nie rozumie, co więcej, czuje się z ich powodu pokrzywdzona – „Julian dawniej mieszkał w jednym pokoju i o ile wiem, jadał obiady w dość podrzędnej restauracji. Ożeniwszy się ze mną, mieszka w czterech pokojach i jada obiady względnie wykwintne, które mu jeszcze za skromnymi się wydają. Ja zaś, będąc panną, zajmowałam z rodzicami ślicznych apartament (…), osiem pokojów z balkonem od frontu. Jeździłam powozem (wprawdzie wynajętym, ale zawsze powozem) i bywałam w teatrze w loży, a nie jak teraz… w krzesłach. Julian więc na czysto zarobił na małżeństwie, ja zaś straciłam. I to on jest niezadowolony, a nie ja” (s. 21) – i w końcu zaczyna się zastanawiać, co skłoniło Juliana do małżeństwa z nią. Mozolne dochodzenie do prawdy – niełatwe u dziewiętnastoletniej dziewczyny, niedoświadczonej i postawionej wobec konieczności mierzenia się z czymś, co ją przerasta – jest motywem przewodnim całej książki.
Notatki młodej żony, często rozbrajające w swojej naiwności, dają Zapolskiej sposobność do bezwzględnej krytyki określonych postaw i poglądów. Na pierwszy ogień idzie sprawa wychowania. Nacia odebrała wykształcenie, które pod żadnym względem nie przygotowało jej do roli żony i pani domu. Gdy mieszkała jeszcze u rodziców, uczyła się gry na fortepianie. Nie miała talentu i długie godziny „strawione” przy instrumencie („te gamy, te pasaże, te tryle” [s. 36]) często kończyły się interwencją sąsiadów, którym „uszy puchli”. Jej matka była jednak przekonana, że gra jest w dobrym tonie i że pomoże Naci korzystnie wyjść za mąż. W złym tonie było natomiast zajmowanie się czymś tak przyziemnym jak sprawy kuchni. Nacia nie ma więc pojęcia, jak zabrać się do dysponowania obiadów, a do tego nie ma w zwyczaju chodzić ze służącą po zakupy: „Mama mówiła, że przekupki pań nie lubią na targu i mówią umyślnie brzydkie wyrazy, żeby oduczyć panie od chodzenia razem z kucharkami na targ” (s. 7). Efekt jest taki, że nie wie, co dzieje się w kuchni, i pozwala kucharce okradać się do woli. Nie potrafi też przyjmować gości; trudno, żeby było inaczej, skoro w czasach panieńskich musiała tylko wchodzić do salonu „jak nakręcona lalka” i zajmować swoje miejsce na krześle.
Zapolska z zacięciem demaskuje obłudę, panującą w mieszczańskich domach z początku XX wieku. Pokazuje rodziców, którzy wychowują córki w oderwaniu od rzeczywistości, i małżonków, którzy nagminnie oszukują się nawzajem. Nacia szybko się uczy, że dla świętego spokoju należy oszukiwać męża, i śladem matki potajemnie wyprzedaje bądź zastawia cenne przedmioty.
Kwestia niezależności finansowej zajmuje zresztą w książce poczesne miejsce. Zapolska grzmi przeciw prawu, które zapewnia mężczyźnie całkowitą kontrolę nad posagiem żony, a tym samym pozbawia kobietę finansowej niezależności.
„Pieniądze moje nie były w moim ręku, tylko w rękach tego pana z racji i tytułu, że był moim mężem”, skarży się Nacia. „Tak było postanowione i widocznie to był wieczny porządek rzeczy. Należało mi tylko milczeć i czekać, co mi Jego Mężowska Mość wydzielić raczy” (s. 32).
Nacia nie należy do bohaterek, które budziłyby sympatię. Jest niedojrzała, naiwna w swoich poglądach, chwilami wręcz irytująca. Swego czasu odwróciła się od człowieka, w którym kochała się z wzajemnością, ponieważ nie był ani dość zamożny, ani wysoko sytuowany. Trudno utożsamiać się z taką postacią i cieplejsze uczucia w stosunku do niej wynikają przede wszystkim z niechęci wobec jej męża – Julian jest oziębłym, zgorzkniałym człowiekiem, który nie stara się zrozumieć swojej żony ani wyjść naprzeciw jej potrzebom.
„Z pamiętników młodej mężatki’ to w gruncie rzeczy przygnębiająca książka. W tym prostym z pozoru utworze kryją się zaskakująco głębokie pokłady podskórnego smutku. Jest to tekst o samotności, o niespełnionych marzeniach i zawiedzionych nadziejach. Zapolska demaskuje obłudę mieszczańskiego świata, pokazując przy tym, jak złą rzeczą jest niedobrane małżeństwo, zawarte bądź to nazbyt pochopnie (Nacia), bądź to z wyrachowania (Julian).
Świetna książka. Kolejna perełka z serii Klasyka mniej znana, którą warto byłoby odkurzyć.
Polecam!
Universitas
Kraków 2002
7/10

O, co za przypadek, akurat skończyłam czytać jedną z powieści Zapolskiej. :) Bohaterka też jest młodą mężatką, kilka tygodni po ślubie, ale ma inne problemy niż wspomniana przez Ciebie Nacia. Czy Nacia to skrót od Natalii? Ta powieść (jej tytuł brzmi „O czym się nawet myśleć nie chce”) bardzo mnie poruszyła i na pewno jeszcze sięgnę po Zapolską.
OdpowiedzUsuńZapolska jest fantastyczną pisarką, bardzo ją cenię i jeszcze bardziej lubię. Cieszę się, że Ty również sięgasz po jej książki, i z zajęciem przeczytam ewentualną recenzję. :)
UsuńNie przypominam sobie, żeby w książce kiedykolwiek pojawiła się niezdrobniała formą imienia Naci, mogę więc tylko podejrzewać, że to Natalia.