„Świat pełen [jest] niedołęgów, kalek i pasożytów. Otóż, jeśli chcesz się ohydy pozbyć, nie patrz i nie myśl o takich, ale ziarna szukaj w plewie – i ziarnem bądź!”[1]
Maria Rodziewiczówna lubiła powieści o silnych, twardo stąpających po ziemi, zdeterminowanych kobietach, które uparcie idą swoją drogą, nie licząc na cudzą łaskę i nie oglądając się na mężczyzn. Właśnie taką powieścią jest „Kądziel”, wydana po raz pierwszy w roku 1899.
Główną bohaterką tej książki jest pani Taida Skarszewska.
Pani Taidy – dowiadujemy się już z pierwszego zdania – „nikt w okolicy nie lubił”. Niemniej jednak, „każdy musiał ją szanować, liczyć się z nią i przyciśnięty do muru – przyznać, że była wiele warta”. Jej życie nie było usłane różami. Wprost przeciwnie, „była to kobieta, którą bieda i praca wychowała, bieda i praca nauczyła, bieda i praca towarzyszyła” (s. 7).
Taida wyszła za mąż jako osiemnastoletnia dziewczyna, ale niedługo zażywała uroków małżeńskiego stanu: bardzo wcześnie, bo w wieku zaledwie dwudziestu dwóch lat, została wdową. Po mężu zostało jej dwóch synów, Włodzio i Kazio, oraz… mnóstwo długów. Ona jednak nie podupadła na duchu i po krótkim okresie zniechęcenia postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Pracy się nie bała: żadne gospodarskie obowiązki nie były jej straszne. Dzięki temu dość szybko wydźwignęła rodzinny majątek z ciążących nad nim długów i „pozbyła się towarzyszki-biedy”. W pracach domowych pomagała jej siostra, kobieta cicha, dobroduszna i potulna, która ze względu na pewną ułomność nigdy nie wyszła za mąż.
Kiedy pewnego dnia Dysia (tak owa siostra miała na imię) umarła, a Włodzio i Kazio opuścili rodzinny majątek, aby zdobywać wykształcenie, pani Taida dotkliwie odczuła ciężar samotności. Zaczęła szukać towarzyszki, która dopomogłaby jej w gospodarstwie, a przy tym zabawiła rozmową. Znalezienie odpowiedniej kandydatki okazało się jednak znacznie trudniejsze niż pani Taida mogła się spodziewać…
Drugą postacią kobiecą, odgrywającą w powieści kluczową rolę, jest Stasia Ozierska. Stasia jest z natury buntowniczką, która swoją niepokorną postawą ustawicznie przyprawia matkę o ból głowy. Lubi męskie rozrywki, pali tytoń, poluje na kaczki i ani myśli wychodzić za mąż: pragnie studiować medycynę i poświęcić się pracy. Anachroniczne zasady, jakie społeczeństwo narzuca kobietom, drażnią ją i uwierają: „Żeby kobiety same się zastanowiły, jaki dla nich jest wstyd i hańba w tych obyczajach niby opiekuńczych, w tym ohydnym «nie wypada»!”, zżyma się. „Nie wypada się uczyć, bo to ujma kobiecości, nie wypada samej jeździć i chodzić; nie wypada pannie obrać sobie fachu i opuścić dom rodzicielski; nie wypada ostrzyc warkoczy, zrzucić gorset, ubierać się niemodnie; nie wypada nie być naiwną, palic tytoniu, śpiewać wesołych kupletów i gwizdać; nie wypada być człowiekiem, mieć indywidualność, charakter! No a gdy przestrzega tych prawideł, jakaż nagroda? Dostanie męża. To ci dopiero szczyt wart takiego starania!” (s. 18).
Ścieranie się tych dwóch silnych osobowości, Stasi i pani Taidy, jest osią, wokół której toczy się akcja książki.
„Kądziel” jest powieścią o emancypacji. Autorka z wyraźną sympatią kreśli wizerunek pani Taidy, która – podobnie jak ona sama – musiała zakasać rękawy i o własnych siłach zarządzać podupadłym majątkiem. Ubolewa przy tym nad niesprawiedliwymi uwarunkowaniami społecznymi, które za jej czasów zamykały kobietom drogę do splendoru i kariery. „Gdyby była mężczyzną”, pisze o pani Taidzie, „stałaby się luminarzem powiatu, ale że była kobietą, więc nie miała głosu ani w radzie, ani w sądzie, ani na zjazdach marszałkowskich – nigdzie. (…) Miała wszystkie ciężary obywatela, bez żadnych prerogatyw” (s. 9–10).
Błędem byłoby jednak stwierdzenie, że „Kądziel” (jakże wymowny tytuł!) jest apoteozą walki o równouprawnienie kobiet. „Mogę ci zaręczyć, że mi wcale niesympatyczna wasza emancypacja” (s. 137), mówi pani Taida do Stasi i wobec wymowy całej powieści trudno oprzeć się wrażeniu, że jest to pogląd samej autorki. Nie chodzi jednak o emancypację w ogóle, lecz o emancypację źle pojętą, o bunt kosztem tradycji.
„Powinniśmy być w zgodzie i jedności. Pilnować zasad, obyczajów, milczeć na wszelkie osobiste uciski i utrapienia, sił nie marnować na nic innego. Szanować starszych, bo to jedyna nasza własna władza; strzec się buntów i gwałtów, być wzorem, nie zgorszeniem” (s. 20), twierdzi pani Skarszewska. A w innym miejscu dodaje roztropnie: „Nie ma marnych placówek ani obowiązków – są tylko marni ludzie” (s. 138).
Ciekawe są typy kobiece, jakie występują w „Kądzieli”. Poza panią Taidą i Stasią Ozierską przewija się przez karty powieści cała plejada osobliwych postaci. Są tam próżne dziewczątka, które pudrują się i – ku zgorszeniu starej służącej – myją kwaśnym mlekiem, aby przykuć uwagę kawalerów; są dewotki, które oburzają się na „bezecne rozmowy”, dopóki nie złapią męża; są wreszcie słabowite panny, które mają „bzika” na punkcie nauki i spędzają całe noce na przyswajaniu sobie zupełnie niepotrzebnej wiedzy. Jest w książce zaskakująco dużo zabawnych fragmentów; Rodziewiczównie nie sposób odmówić poczucia humoru.
Właśnie ono – a także lekkie pióro autorki – sprawia, że choć powieść jest próbą zmierzenia się z kilkoma naprawdę ważkimi problemami, to czyta się ją szybko, płynnie i z przyjemnością. Sprzyja temu również język, jakim posługuje się Rodziewiczówna – piękny, bogaty, nieco już archaiczny, ale zarazem przystępny i zrozumiały.
„Kądziel” oczarowała mnie lekkością, bezpretensjonalnością i prostotą, w której w gruncie rzeczy kryje się głębia. Jest to książka o sile kobiet, o miłości, przyjaźni, poczuciu obowiązku, etyce pracy, patriotyzmie, a przede wszystkim – o wierności pewnym ideałom, wartościom i zasadom, bez których bardzo łatwo stracić orientację i zejść na manowce.
Można by spierać się o to, na ile poglądy pisarki na rolę kobiet w społeczeństwie pozostały aktualne, ale trudno zaprzeczyć, że Rodziewiczówna nadal ma nam coś do powiedzenia. Dobrze, że jej książki są wznawiane.
Gorąco polecam!
Wydawnictwo MG
Kraków 2024
8/10
Maria Rodziewiczówna - "Barcikowscy"

Czuję się zachęcona do sięgnięcia po tę książkę. :) Chciałam jeszcze zapytać o ten pierwszy cytat. Czy jest to wypowiedź bohatera, czy komentarz narratora?
OdpowiedzUsuńTo wypowiedź pani Taidy, rozpoczynająca się od - jakże pięknych! - słów: "Każdy młody zaczyna od zapału i bezwzględnej wiary w ludzkość i idee, przechodzi potem rozczarowania, bunty, niewiarę, pogardę, a wreszcie dochodzi do równowagi, miary i wielkiej tolerancji, i spokoju".
UsuńW książce dużo jest ciekawych cytatów i mądrych spostrzeżeń. To w ogóle bardzo mądry tekst. Naprawdę polecam!
Mnie ten cytat zmroził, bo (może niesłusznie) dostrzegłam w nim pogardę dla ludzi niepełnosprawnych i niedających sobie rady w życiu. Ale skoro to wypowiedź bohaterki, to OK. Bardzo ciekawą postacią wydaje mi się Stasia. :)
UsuńCytat dotyczy próżniaków, wałkoni i ludzi pozbawionych kręgosłupa moralnego.
UsuńTak, Stasia jest bardzo ciekawą postacią, a z panią Taidą tworzy nader udany duet. :)
Taida wydaje się z opisu kobiecym odpowiednikiem głównego bohatera innej powieści Rodziewiczówny po tytułem "Dewajtis". Pewnie kiedyś sięgnę, bo masz rację, że książki tej autorki dobrze się czyta, choć przyznaję, że mnie najbardziej w jej prozie pociągają opisy przyrody. :)
OdpowiedzUsuńJeżeli chodzi o opisy przyrody, bardziej polecałabym "Czahary". To swego rodzaju hymn na cześć piękna Polesia.
UsuńRodziewiczówna zdecydowanie lubiła silnych, uparcie dążących do celu, niezależnych bohaterów. Gdzieś czytałam, że często obsadzała w tej roli... samą siebie.
Pięknie dziękuję za komentarz. :)
Ja też niedawno sięgnęłam po „Kądziel”. Była to dla mnie lektura, od której trudno się oderwać, dlatego również bardzo się cieszę, że takie tytuły są wznawiane. Poza walorami, o których piszesz, ja dodałabym jeszcze to, że książka w wielu miejscach ma zabarwienie humorystyczne. Czasami trudno było powstrzymać cisnący się na usta uśmiech. Dziękuję za recenzję. Jako że jestem świeżo po lekturze, świetnie było poznać opinię kogoś innego na temat przeczytanej powieści.
OdpowiedzUsuńBardzo proszę. :) Ja ślicznie dziękuję za komentarz.
UsuńTak, mnie również zaskoczyło widoczne w "Kądzieli" poczucie humoru. To było bardzo miłe zaskoczenie.
Czy mogłabyś polecić jakąś inną książkę tej autorki?
Jestem w trakcie czytania „Strasznego dziadunia”. Póki co wydaje się bardzo interesujący. W przeciwieństwie do „Kądzieli” dużo w nim męskich postaci. ;) Jest też postać pewnej rozczulającej dziewczynki, ale więcej nie zdradzę. Zachęcam do lektury. :)
UsuńOpis wydaje się nęcący. Kto wie, może się skuszę. :)
UsuńDziękuję za rekomendację. :)