Selma Lagerlöf to szwedzka pisarka z przełomu XIX i XX wieku, która w 1909 roku – jako pierwsza kobieta w historii – została uhonorowana Nagrodą Nobla w dziedzinie literatury. Sławę zdobyła przede wszystkim dzięki książce dla młodych czytelników pt. „Cudowna podróż”, ale spod jej pióra wyszło wiele tekstów – „Tętniące serce” (1914), „Legenda starego dworu” (1899) i inne. W 1908 roku światło dzienne ujrzała krótka powieść pod tytułem „Dziewczyna z bagniska”.
Przekład na język polski, dokonany przez Janinę Godlewską, ukazał się w 1922 roku w serii Biblioteka Dzieł Wyborowych. Nie udało mi się znaleźć tej powieści na papierze, dotarłam jedynie do wersji cyfrowej. Książka najwidoczniej jest mało znana. A szkoda, bo to piękny, mądry i bardzo dojrzały tekst.
Rzecz dzieje się przed ponad stu laty na szwedzkiej prowincji. Główna bohaterka powieści, Helga, to młoda dziewczyna o złotym sercu, którą jednak można by nazwać kobietą upadłą. Pochodzi z niezamożnej rodziny (jest córką ubogiego najemnika) i dopuściła się czegoś, co w oczach ówczesnego społeczeństwa okrywa ją hańbą – zaszła w ciążę z człowiekiem, u którego przez jakiś czas była na służbie, i urodziła mu syna.
Szczegóły tego romansu pozostają tajemnicą: scena otwierająca powieść rozgrywa się już na sali sądowej. Helga występuje o alimenty. Dobrze wie, że nie może liczyć na sympatię ze strony zgromadzonych: miejscowi ludzie mają surowe poglądy w kwestii małżeństwa i związanych z nim spraw, a czyn, który popełniła, uważają za największy występek. To on spowodował, że popadła w nędzę; na próżno pukała do kolejnych drzwi w poszukiwaniu zajęcia – nikt nie chciał przyjąć do pracy dziewczyny z jej przeszłością. Alimenty są dla Helgi ostatnią deską ratunku, ale jej pracodawca – człowiek bogaty, pewny siebie i energiczny – wypiera się bliższych z nią stosunków. Odmawia jej prawa do wsparcia. Dla wybrnięcia z opresji i uniknięcia odpowiedzialności gotów jest posunąć się nawet do krzywoprzysięstwa. Kiedy jednak przymierza się do przysięgania na Biblię, Helga robi coś, co wprawia tłum w osłupienie: nie dopuszcza do złożenia fałszywej przysięgi i nieoczekiwanie wycofuje skargę. Nie ma pojęcia, że ten bohaterski krok zjedna jej podziw gapiów i stanie się przyczynkiem do nowego, lepszego życia.
Utwór zaczyna się mocnym akcentem – mamy salę sądową, sprawę o alimenty, nieślubne dziecko, skandal, zażegnane w ostatniej chwili ryzyko krzywoprzysięstwa… – ten sensacyjny początek jest jednak dość zwodniczy. W gruncie rzeczy „Dziewczyna z bagniska” jest bowiem przepiękną opowieścią o dobroci, prawości serca i znaczeniu skruchy.
Nad tekstem wyraźnie unosi się duch chrześcijański. Helga wywodzi się z rodziny hołdującej wartościom, które są dzisiaj w odwrocie. Kiedy wraca z sądu z pustymi rękami, zrzekłszy się prawa do alimentów dla uchronienia swojego byłego pracodawcy przed „potwornym grzechem”, jakim w jej mniemaniu jest krzywoprzysięstwo, rodzice nie tylko jej nie strofują, ale wręcz chwalą: „Matka twoja i ja”, mówi ojciec, „staraliśmy się zawsze być ludźmi uczciwymi. Zdawało się nam, że przez twój grzech ściągnęłaś na nas hańbę i nie nauczyliśmy cię rozróżniać, co jest dobre, a co złe. Ale gdyśmy się dziś dowiedzieli o tym, jak postąpiłaś, powiedzieliśmy sobie, że teraz przynajmniej ludzie będą musieli przyznać, że otrzymałaś dobre wychowanie i że jeszcze może kiedyś będziemy mieli z ciebie pociechę”. Podobna sytuacja staje się udziałem głównego męskiego bohatera powieści, młodzieńca o imieniu Gudmund. Gdy zawisa nad nim podejrzenie o dopuszczenie się zbrodni, ojciec skłania go do wyznania prawdy, uważając, że przyznanie się do winy jest pierwszym krokiem ku nawróceniu. „Dziewczyna z bagniska” jest więc pochwałą moralności i prawości. Stworzeni przez Lagerlöf bohaterowie przedkładają uczciwość ponad osobisty interes – i dotyczy to również tych postaci, które z początku jawią się jako zapatrzeni w siebie egoiści.
Wielkim atutem książki jest obraz dawnej wsi skandynawskiej, z jej mentalnością, obyczajami (w tym tradycjami weselnymi) i zabobonami. Z głęboką i szczerą religijnością ówczesnych ludzi bynajmniej nie kłóci się wiara… w przesądy. Helga uważa na przykład, że aby uśmierzyć tęsknotę za domem, wystarczy uszczknąć nieco popiołu z własnego ogniska, a następnie rozsypać go na obcym kominku.
Sugestywny i fascynujący jest również sposób, w jaki Selma Lagerlöf przedstawia surową przyrodę skandynawską, jakby żywcem wyjętą z baśni, a zarazem posępną. „Chałupka zbudowana była w głębi zagrody. (…) Z pobliskiego bagniska, od którego miejscowość wzięła swą nazwę, podnosiły się opary, otaczając szczyt wzgórza wspaniałym wieńcem, srebrnym od poświaty księżycowej. Sam wierzchołek, najeżony jodłami, wynurzył się z mgły i zarysował na niebie. Księżyc oświecał dolinę tak jasno, że widać było jak na dłoni pola i zagrody ponad krętym potokiem, wzdłuż którego snuły się mgły, do zwiewnych dymów podobne. Dolina zdawała się obcym jakimś światem, odrębnym zupełnie od lasu. Mieszkańcy chaty podobno nigdy nie wychodzili spod cienia drzew opiekuńczych. Doliny nie lubili podobnie jak cietrzewie, puchacze, rysie, borówki i dzwonki leśne”.
„Dziewczyna z bagniska” jest książką, którą warto przeczytać. Szwedzka noblistka przemyca w niej kilka moralnych pouczeń, ale nie posuwa się przy tym do nachalnego dydaktyzmu. To przepiękna gawęda o ludziach, dla których wyznacznikiem i gwarancją szczęśliwego życia było czyste sumienie, a także o wartościach, o których dzisiaj coraz rzadziej się pamięta.
Ciekawa, mądra, mało znana proza, przywracająca wiarę we wrodzone dobro i w szlachetne serce człowieka.
Szczerze polecam.
Tekst pochodzi ze strony Wikiźródła
Biblioteka Dzieł Wyborowych
Warszawa 1922
Tłumaczyła Janina Godlewska
7,5/10

Komentarze
Prześlij komentarz